Śnił mi się Staszek - tak młodzieńczo chudy
Jakby mu w ziemi stęchła żółta opuchlizna
Pytałem go czy umarł naprawdę... On przyznał
Że jeszcze nie wie, jeszcze tego czeka
Jeszcze nie odszedł, choć stoi z daleka
Jeszcze musi po lasach niby wilk wędrować
I pokazywał zadrapania sine
- To z tego - mówił - że się w krzakach chowam...

Śnił mi się Staszek







Książki do nabycia na stronie:




O trzeciej nad ranem

Litania Loretańska

Trzecia nad ranem

Na Tęczy Jej Uśmiechu

W Ciepłym Wnętrzu Kolędy

Na Ganeczku Snu

Eire. Wiersze irlandzkie VI-XIX wiek

Jezioro Kałuża

Nie proszę o wielkie znaki

Golgota Jasnogórska

Na szkle malowane

Kubek Tajemny

Doire Aniołów Pełne
Archiwum Wpisów

<=Poprzedni wpis: Wiersz na WtorekNastępny wpis: Wiersz na Wielki Czwartek=>

Cztery wiersze na Środę     dodano 2010-03-31


Opis fresku z Padwy

 

Judasz całuje Mistrza tak żarliwie
Że nie do oderwania
Usta do ust
Prawdziwie fałszywie
I tak zostanie

Będzie zasłaniał
Swym ciemnym ukochaniem
Oślinionego
Zanim zabójcy dopadną swego
Wybije godzina wydania



Giotto-Pocałunek Judasza

 

Ten żołnierz, co w Ogrójcu…

 

Ten żołnierz co w Ogrójcu miał odcięte ucho
I przylepione cudem – nie był zbyt szczęśliwy
Niby słyszał a jednak jak trzeba nie słuchał
Z lewej strony świat martwy. Z prawej nagle żywy

Uczciwie mówiąc trudno żyć wspomnieniem
Chwili – między odcieniem oraz przylepieniem
Od prawej strony świat jest rozszczepiony
Na głos ciemny i jasny
Otworzony
Do rdzenia duszy, trawy i kamienia
Z lewego ucha
Ziemia przemilczenia
Głos tak zatarty jak pieniądz fałszywy
Brzęczy nieżywy

O ucho nasze przywrócone cudem
O łbie mój rozpęknięty naprawdę, obłudę…
Chełm kark uciska
Az ślina idzie z pyska
Jakie słyszenie odzyskam?

 

Kto Jej…

 

Kto Jej powiedział: Syna porwali
I jak powiedział? Bo jak opowiedzieć
Niejasno było, wszyscy się pospali
Uczeń pocałował, a obcy związali
Piotr walczył, odciął ucho żołnierzowi mieczem
Ale On ranę uleczył…

Kto opowiadał matce te wieści? - Niepewny
Czy zawiadamia się krewnych?
Ale ukradkiem – Matkę…

Może ten żołdak. Straszne czuł swędzenie
W przyrośniętym uchu. Więc ciemne zdarzenie
Objaśniał jak umiał gładko
Pocierając łeb krwawą szmatką

A ona z tej ciemnej wiedzy
Tak chciała się czegoś wywiedzieć

Była cisza. Może taka jak wtedy
Kiedy odszedł zwiastowania Anioł
A kłopoty ziemskie spadły na nią
Jak spadają dalej lawinami
Na matki dzieci porwanych

One, biedne przybiegają z płaczem do Niej
Proszą: Niechaj będzie wyjaśnione
Dlaczego? Gdzie dziecko zabrali?

Matko Boska – co będzie dalej?


Sędziowie

 

Sędziowie, co skazują Boga są w porządku
Wyrok śmierci jest bardzo wedle prawa – prawy
Nie sądzili – wieczności co nie ma początku
A tego, co nie wiedział gdzie koniec zabawy
W człowieka.
Człowieczeństwo jest ograniczone
Tak jak i limit cudów. Można martwych z grobu
Powracać – ale najpierw niechaj dadzą słowo
Że po krótkim urlopie zawrócą z ciemności

Nie wolno jednak by nieśmiertelnością
Władał Bóg narodzony. Tak może rozkazać
Tylko Przedwieczny. Jeśli wedle prawa
Chce mieć prawa człowieka – więc się doczeka
Wyroku. Czysta rozprawa





<=Poprzedni wpis: Wiersz na WtorekNastępny wpis: Wiersz na Wielki Czwartek=>


Archiwum wpisów